Z Właścicielem firmy WIŚNIOWSKI ¬– Andrzejem Wiśniowskim rozmawiał Bartłomiej Pławecki

Czy w 1989 roku myślał Pan o tym, co będzie za 30 lat?

Gdy rozpoczynałem działalność gospodarczą, wiedziałem, co chcę zrobić. Moje plany biznesowe zawsze wybiegały i wybiegają o kilka lat do przodu, jednak nie aż o 30. Wierzyłem, że automatyczne otwierane bramy na pilota zmienią życie Polaków na lepsze, wygodniejsze. W tym czasie w wielu domach nie było pilotów do telewizorów! Wyprzedzanie potrzeb klientów pozwala przejść firmie na kolejny poziom. Zawsze szukam w biznesie potwierdzenia, że idę w dobrym kierunku. Kiedy moje decyzje to potwierdzały, robiłem następny krok. Już wtedy wiedziałem, że naszym wyróżnikiem będzie innowacyjność. Postrzeganie tej kategorii zmieniało się na przestrzeni lat. Wystarczyło tylko podążać za tą zmianą i ciężko pracować, by być krok przed konkurencją.

Najpierw wybory czerwcowe, potem przyszedł sierpień i założył Pan firmę. Pamięta Pan, co Pan robił w trakcie tego przełomowego lata?

Narysowałem pierwszy projekt bramy uchylnej, potem zrobiłem ją własnoręcznie. Wykonywałem różne konstrukcje i urządzenia dla siebie jeszcze zanim firma WIŚNIOWSKI została wpisana do ewidencji działalności gospodarczej. Pracowałem sam, w garażu. Produkowałem jedną bramę tygodniowo, a marzyłem o tym, żeby produkować jedną dziennie. Potem dołączyli do mnie brat i wujek. Założyłem firmę, a produkcję przeniosłem do stodoły, bo garaż okazał się niewystarczający. Zatrudniałem już wtedy 4 osoby, doszliśmy do 2—3 bram dziennie. W tamtym czasie połowę dnia spędzałem na produkcji, a później obsługiwałem klientów lub załatwiałem sprawy urzędowe.

Mówi się, że rozpoczęcie biznesu w latach 90. dawało gwarancję sukcesu. W praktyce jednak niewiele firm założonych w tamtym okresie może świętować trzecią dekadę działalności. Co było kluczem do sukcesu na nienasyconym, ale młodym i nieprzewidywalnym rynku?

Mówi się, że wtedy było tak prosto, ale to nie jest do końca prawda. To jasne, że wraz z reformą gospodarczą otworzyły się możliwości, ale wciąż napotykaliśmy szereg przeszkód. Ciągłe braki surowców i części, benzyny, przestrzeni biurowych. Rynek był chłonny, ale nie wybaczał błędów i nie dawał gwarancji stabilności. Nie można było tak łatwo uzyskać kredytu, zdobyć nowoczesnych maszyn, a surowce drożały czasem z dnia na dzień nawet o 14 razy. Kluczem była wtedy ciężka praca. Tak jest do dziś.

Jak udawało się Panu przetrwać czasy gorszej koniunktury?

Nie dawałem się im pokonać. Robiłem kontrę. Gdy gospodarka zwalniała — ja przyspieszałem. Tylko w ten sposób można pokonać kryzys — inwestując. Nie czekałem też, kiedy dana inwestycja się zwróci. Gdy widziałem, że spełniała oczekiwania, brałem kredyt na kolejną. Nie mogłem dopuścić do tego, żebyśmy stanęli w miejscu. Najgorsze to czekać, aż lepsze czasy przyjdą same.

Co uważa Pan za swój największy sukces w życiu?

Udało mi się stworzyć coś unikatowego w skali kraju. Mam firmę ze 100% polskiego kapitału, z fabryką w Polsce, opartą na polskiej myśli konstruktorskiej. Sukcesem była dla mnie każda rzecz, którą się budowało własnymi siłami. Ciężko pracowaliśmy, żeby w całości zapanować nad procesem produkcji, tak by mieć pewność, że nasz produkt będzie dokładnie taki, jaki chcemy. Od początku do końca. W końcu na każdym jest moje nazwisko, to duże zobowiązanie.

W jednej z rozmów powiedział Pan, że mijające dekady są jak etapy podróży. Jaka to była podróż przez te ostatnie 30 lat? I jakie etapy by Pan wyróżnił?

To podróż pełna doświadczeń. Zaczynaliśmy jako firma lokalna, potem przyszedł etap po targach w Poznaniu, gdy zaczęliśmy rosnąć na całą Polskę. W 1997 roku otworzyliśmy własną ocynkownię. To była pierwsza inwestycja i w dodatku tak ogromna, że część banków odmówiła udzielenia kredytu. Podjąłem ryzyko, bo wiedziałem, że dzięki temu zabezpieczymy nasze bramy na długi czas i będziemy mieć kontrolę nad całym procesem ich produkcji, a to da nam kolejną przewagę. Nie myliłem się. Nie czekałem więc, by spłacić kredyt, i zacząłem kupować kolejne maszyny. Potem przyszedł czas na inwestycje w Przemysł 4.0, automatyzację i robotyzację. Część maszyn projektowaliśmy sami i to dało nam kolejną przewagę rynkową — nie musieliśmy ograniczać się dostępnymi rozwiązaniami. Kolejne etapy podróży to stworzenie programu do projektowania ogrodzeń AW Expert, rebranding marki i pierwsze produkty w wersji smart.

Produkty smart to duży krok w rozwoju oferty. Jak przyjęli je klienci?

Od lat jesteśmy w czołówce krajów, które najchętniej korzystają z nowoczesnych technologii. W telefonach mamy dziś pieniądze, kontakty do rodziny i znajomych, całą wiedzę świata. Stało się dla nas naturalne, że i kontrola nad dostępem do domu — czyli właśnie nad bramą wjazdową, drzwiami czy bramą garażową — również powinna być w tym telefonie. Wiedzieliśmy, że wśród klientów pojawi się obawa przed nieznanym, obawa przed powierzeniem swojego bezpieczeństwa inteligentnym technologiom. Wdrożyliśmy więc szereg działań, by pokazać, że właśnie w tym kierunku kroczy cały świat i nie należy się tego bać. Nowe pokolenie klientów, które już niedługo wejdzie na rynek budownictwa, nie będzie chciało słuchać o innowacjach technicznych, jakie zastosowaliśmy w produkcji. Nowe pokolenie zapyta: „co mi to da?”, a my wtedy wyciągniemy smartfona albo użyjemy komendy głosowej. Komfort i bezpieczeństwo to już nie tylko unikatowe rozwiązania mechaniczne, a właśnie inteligentne technologie.

Czym polskie firmy mogą zaskoczyć zagranicznych klientów?

Największym zaskoczeniem dla europejczyków jest to, że produkujemy na wymiar. Nasza zagraniczna konkurencja robi bramy, drzwi w tzw. typoszeregu i określonym wykonaniu. U nas od początku działania firmy można było zamówić bramę na każdy wymiar, z dowolnym wyposażeniem. Dziś powiedzielibyśmy spersonalizować sobie produkt. Wtedy dla mnie było oczywiste, że to da nam przewagę nad innymi. I tak jest do dziś, nawet ogrodzenie można dopasować do kształtu działki, pochylenia terenu itd. Na tym urosła nasza firma, to powodowało rozwój i pchało nas do szukania maszyn, technologii również „na wymiar”. Żeby tę przewagę utrzymać i zwiększyć. Oczywiście do tego nasza pomysłowość i pracowitość plus park maszynowy na światowym poziomie. To wszystko wpływa na sposób, w jaki poza granicami kraju postrzega się polskie produkty. Tworzymy pozytywny wizerunek marki „made in Poland”.

Inwestycje w Przemysł 4.0, które trwają już ponad dekadę, pomogły marce w rozwoju?

Weszliśmy w Przemysł 4.0, nie wiedząc o tym, bo ten termin zdefiniowali naukowcy niemieccy znacznie później. Zmusiła nas do tego właśnie nasza koncentracja na kliencie i zrobieniu bramy na wymiar, ale szybciej i ekonomiczniej. Potrzeba napędziła ten proces. W 2003 roku zacząłem inwestować w automatyzację i robotyzację, okazało się wtedy, że w ten sposób można poprawić funkcjonowanie firmy. Pracownicy mogli zająć się mniej uciążliwymi i monotonnymi zajęciami, zmniejszyła się liczba błędów. Dziś mówimy „fabryka klientocentryczna” do tego na taką skalę — bramy, okna, drzwi i ogrodzenia na wymiar dla domów, rezydencji, fabryk, portów. Łączymy w niej zalety produkcji masowej — a więc szybkość produkcji i efektywność kosztową — z produkcją ciągle „na wymiar”, czyli pod indywidualne potrzeby zamówienia. Klient nadal może sam decydować o większości elementów gotowej bramy, fasady, drzwi czy ogrodzenia.

30 lat marki WIŚNIOWSKI to 30 lat polskiego wolnego rynku. Udało się nam wykorzystać ten czas?

Wystarczy chyba porównać zdjęcia polskich miast z lat 90. i te współczesne. Branża budowlana przez te trzy dekady zrobiła znaczne postępy. Zmieniły się technologie, łatwiejszy jest dostęp do światowych rozwiązań, a i sposób projektowania się zmienia. Digitalizacja jest wszechobecna — my jesteśmy na nią gotowi. Od kilku lat mamy dla projektantów pliki z naszymi produktami w technologii BIM, która pozwala architektom w modelu 3D budynku zawrzeć informacje o zastosowanych produktach. Finalnie pozwala na rzeczywiste odwzorowanie całego budynku w modelu cyfrowym, co do jednej śrubki! Zrobiliśmy to wcześniej niż niejedna światowa firma. Tak właśnie wykorzystujemy ten czas transformacji. Jesteśmy otwarci i elastyczni. Szybko się uczymy. Zrodziliśmy się razem z wolną Polską i wspólnie budowaliśmy to, co dziś nazwiemy polską branżą budowlaną, ale też polską architekturą, bo z nią również jesteśmy mocno związani. Projektujemy nasze produkty tak, by były ukoronowaniem każdej inwestycji, nie tylko pod względem funkcjonalności, ale też designu

A co z pracownikami? Czy w erze digitalizacji, automatyzacji i robotyzacji ich rola przestaje być istotna?

To jest chyba najbardziej powszechna obawa związana z Przemysłem 4.0. A tu naprawdę nie ma powodów do obaw. Automatyzacja i robotyzacja nie mają zastąpić człowieka w ogóle. Wspomagają nas one jedynie w monotonnych lub niebezpiecznych zajęciach. Zmiany czwartej rewolucji przemysłowej są dla pracowników dobre. Ktoś musi zarządzać parkiem maszynowym, tworzyć go i modernizować. Ludzie nie są przecież gorsi niż maszyny, wręcz przeciwnie. Robot przynajmniej na razie nie ma ambicji, nie wpadnie na innowacyjny pomysł, dlatego potrzebujemy ludzi.

Trwa największa w historii firmy inwestycja w powiększenie przestrzeni produkcyjnej. Jaki jest cel tych zmian?

Jeśli chcemy podbijać Europę, musimy zwiększać produkcję. Nowe produkty i nowe maszyny potrzebują miejsca. Budujemy w Wielogłowach nie jedna a trzy fabryki — fabrykę bram, fabrykę ogrodzeń i fabrykę stolarki. Są to trzy główne obszary naszej działalność. Podział jest potrzebny, aby optymalizować procesy i zapewnić sprawność działania. Budujemy je z myślą o przyszłości. 

Co, gdy pewnego dnia zabraknie miejsca na rozwój firmy w Wielogłowach? 

Mam kilka pomysłów, ale niech to zostanie moją tajemnicą. Na pewno nie zdecyduję się przenieść firmy w inne miejsce. Jestem mocno związany z Sądecczyzną i z tym regionem wiążę przyszłość marki WIŚNIOWSKI. Zresztą w ujęciu biznesowym czuję się za ten region odpowiedzialny.

Sądecczyzna ma szansę rywalizować z bogatszymi i bardziej znanymi regionami turystycznymi?

Sądecczyzna nie powinna z nikim rywalizować. Nie przyciągnie turystów z Lazurowego Wybrzeża czy greckich plaż, bo to ludzie z innymi potrzebami. Ale może zaoferować wspaniałe wakacje tym, którzy chcą wypocząć w Polsce, szukają pięknych krajobrazów, gościnnych ludzi i mniej sztucznego turystycznego blichtru. Są ludzie, którzy pokochają Sądecczyznę, trzeba im tylko dać powód, by się tu pojawili. Tutaj wszystko jest warte polecenia. Jeśli ktoś lubi góry — nie będzie zawiedziony. Mamy jeziora, mnóstwo tras rowerowych, piękne galicyjskie miasteczka, uzdrowiska, zabytki… Wystarczy tego nawet na kilkutygodniowy pobyt.

Jezioro Rożnowskie może być znów turystycznym centrum Sądecczyzny?

Pamiętam jeszcze z dzieciństwa jak spędzało się wakacje nad Jeziorem Rożnowskim. Dlatego zawsze chciałem, by ludzie pracujący i zarabiający na Sądecczyźnie mogli odpoczywać właśnie tutaj. Jestem lokalnym patriotą i działam lokalnie, dlatego nigdy nie przeniosłem firmy do strefy ekonomicznej w innej części Polski, postawiłem na rozwój w Wielogłowach. 

Na Jeziorem Rożnowskim zaczęliśmy od pięciogwiazdkowego Heron Live Hotel. Potem powstała Fundacja Horyzont360, która działa na rzecz rewitalizacja Jeziora, poprawy infrastruktury turystycznej i rozwoju mikroprzedsiębiorczości w jego okolicy. Jest jeszcze sporo do zrobienia, ale widać już pierwsze efekty, które przyciągają gości z całej Polski.

Jest Pan mocno związany z Sądecczyzną, ale też dużo Pan podróżuje. Tylko dla przyjemności?

Zawsze mówiłem, że podróże kształcą. Moje podróżowanie polega na poszukiwaniu inspiracji i podpatrywaniu ciekawych rozwiązań. Oczywiście moja uwaga automatycznie skupia się na bramach. Nigdy nie przejdę obojętnie obok bramy, która mnie zaciekawi, a gdy jestem we Włoszech, zachwycam się designem ogrodzeń. Wizyty w firmach znajomych też inspirują. Podpatruję procesy lub sposoby radzenia sobie z pewnymi rozwiązaniami i jeżeli dochodzę do wniosku, że mogą one usprawnić coś w mojej firmie, to od ręki to wprowadzam.

Jakie jest Pana największe biznesowe marzenie? Czego życzy Pan marce na najbliższe 30 lat?

Życzę rozwoju, rozwoju i jeszcze raz rozwoju. Mam nadzieję, że będziemy stawać się coraz bardziej nowocześni, ekologiczni i innowacyjni, bo musimy być konkurencyjni nie tylko na rynku europejskim. I chciałbym, żebyśmy nadal mieli w sobie tyle ambicji, ile przez ostatnie dekady.