Właśnie dobiega końca druga dekada XXI stulecia, które w wyobraźni niemal wszystkich ludzi miało być czasem rewolucji, nagłych zmian, pokaźnego skoku w rozwoju technologicznym. Przewidywania te — wyrażane zarówno w latach 90., jak i na początku wieku — okazały się słuszne, a być może nawet nie doszacowały olbrzymiego potencjału ludzkiego rozumu i zdolności transformacji dotychczasowych osiągnięć.

Ludzkość żyje dzięki rewolucjom. Były nimi okiełznanie ognia, wymyślenie koła, zyskanie zdolności odlewu metali. Do dziś te trzy obszary: energia, transport i przemysł — są rozwijane w jednej ciągłej rewolucji. Zdarzają się okresy, gdy przebiega ona szybciej, są też lata spowolnienia. XXI wiek to czas sprawnego rozwoju. Wśród wielu zmian i ulepszeń pojawił się proces, który trwa od pierwszych lat stulecia i nie zanosi się, by — już na dobre rozpędzony — miał nagle wyhamować i trafić na cmentarz wielu współczesnych nam rewolucji.

KROK DALEJ

Jak to już bywa z rewolucjami, jedna z najważniejszych zmian stulecia otrzymała swoją nazwę dopiero kilka lat po rozpoczęciu. Zauważalne zmiany w procesach produkcyjnych i technologicznych największych firm na świecie dostrzegli w 2011 roku niemieccy badacze. W tym czasie Przemysł 4.0 był już na zaawansowanym etapie rozwoju. Korzeni czwartej rewolucji przemysłowej możemy doszukiwać się również w Polsce. W naszym kraju istnieją firmy, które śmiało można nazwać pionierami Przemysłu 4.0, zwanego również Industry 4.0.

— Wydaje się, że Przemysł 4.0 to owoc ostatnich kilku lat, może dekady. W rzeczywistości jednak już w 2004 roku WIŚNIOWSKI mógł pochwalić się posiadaniem własnego wydziału linii technologicznych i automatyzacji produkcji. Udało się nam wówczas, bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz, wypracować standard Przemysłu 4.0 — mówi Tomasz Długopolski, dyrektor Rozwoju Technologicznego.

Przemysł 4.0 to koncepcja, która odnosi się do zjawisk wzajemnego wykorzystywania automatyzacji, wymiany i przetwarzania danych oraz technik wytwórczych. Ma ona prowadzić do stworzenia „inteligentnej fabryki”, w której systemy samodzielnie podejmują zdecentralizowane decyzje dotyczące produkcji i sterują jej procesami, a równocześnie komunikują się w czasie rzeczywistym z ludźmi i między sobą.

Przemysł 4.0 to rewolucja, która sama wymaga ciągłych rewolucji. Firmy raz zintegrowane z Industry 4.0 muszą dopasowywać się do jego rozwiązań niemal bez przerwy. Nawet całkowite opanowanie czwartej rewolucji przemysłowej nie uwalnia od wyzwań. Coraz głośniej mówi się o Internecie Rzeczy (Internet of Things; IoT), rozwijają się procesy wykorzystujące big data.

Wracając jednak do następczyni koła, silnika parowego i komputerów — rewolucja przemysłowa XXI wieku nie jest jedynie teoretyczną zmianą i nie powstała na potrzeby naukowych dysput. To szereg zmian, które realnie wpływają na światowe gospodarki, procesy produkcyjne i całe społeczeństwa. Do czego prowadzi lub może prowadzić Industry 4.0? Możliwości jest mnóstwo. Najważniejsze jednak, że mamy nad tymi zmianami pełną kontrolę i ograniczają nas jedynie nasza wiedza i intencje.

PRZECIW LUDZKOŚCI?

Każda zmiana niesie nie tylko nadzieję, ale i obawy. Automatyzacja i robotyzacja są często postrzegane jako zagrożenie dla pracy ludzkich rąk, jako próba zastąpienia człowieka maszynami. Choć czysto teoretycznie taki jest ostateczny cel Przemysłu 4.0, to w rzeczywistości opiera się on na zupełnie innych założeniach. Systemy powstałe w czasach czwartej rewolucji przemysłowej nie są całkowicie bezobsługowe. Potrzebują wykwalifikowanych opiekunów. Industry 4.0 wyręcza ludzi w monotonnych, często niebezpiecznych lub szkodliwych czynnościach. Pozwala im na pracę w lepszych warunkach, na bardziej wyspecjalizowanych stanowiskach. Są przecież rzeczy, które jedynie człowiek jest w stanie zrobić idealnie. Istnieją i będą istniały jeszcze długo obszary wymagające wrażliwości, wyobraźni czy nieszablonowego myślenia. Być może kiedyś przestaną to być wyróżniki bycia człowiekiem. Być może kiedyś, dziś jednak każda firma potrzebuje ludzi — choćby do brania na siebie odpowiedzialności.

ROBOTYZACJA — RAZEM CZY OSOBNO? 

— Obszary Przemysłu 4.0 oraz robotyzacji pojawiły się jako odpowiedź na wzrost wymagań stawianych produkcji i uzupełniły istniejący już wcześniej obszar automatyzacji procesów produkcyjnych — mówi dyrektor Tomasz Długopolski, pokazując jedną z najnowszych automatycznych linii w firmie. W tle automatyczne suwnice przenoszą kolejne elementy, z których za kilka minut powstanie brama garażowa. Nad ich pracą czuwa jedna osoba. Kolejnych kilka obsługuje linię produkcyjną — nie muszą one nosić ciężkich i długich paneli, skupiają się na bardziej precyzyjnych zadaniach. — Dzięki temu możemy wykorzystać ludzkie zdolności w bardziej wymagających procesach. Nie tylko w dźwiganiu materiałów — dodaje.

Przemysł 4.0 i robotyzacja — choć mogą współdziałać — nie są od siebie zależne i nie zawsze jedno potrzebuje drugiego. — Przemysł 4.0 zapewnia procesom automatyzacji tzw. paliwo do działania — dane procesowe, generowane w sposób automatyczny już na etapie kontaktu z klientem, przesłane do maszyn poprzez systemy bazodanowe i szereg narzędzi IT. Po drugiej stronie mamy „silniki”, maszyny dedykowane do produkcji wyrobu, a między nimi stanowiska zrobotyzowane. Najczęściej wykonują prace precyzyjne, wymagające dużej powtarzalności, monotonne lub szkodliwe dla zdrowia człowieka — tłumaczy Tomasz Długopolski. W czasie gdy to mówi, suwnice przeniosły kolejne długie panele, już na pierwszy rzut oka zbyt ciężkie nawet dla dwóch mężczyzn. Wprowadzanie rewolucji Industry 4.0 nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. — Nie będzie ona konieczna np. ze względu na bardzo wysoki wolumen produkcji tego samego podzespołu. Wgrane raz dane bezpośrednio do robota wystarczają do obsługi całej produkcji dla stanowiska. Mamy robotyzację, nie potrzebujemy P4.0. Taki przypadek znajdziemy również dla Przemysłu 4.0, który niekoniecznie musi generować dane tylko dla stanowisk zrobotyzowanych. Wystarczą maszyny dedykowane do konkretnych procesów produkcji, przede wszystkim małoseryjnych, np. cięcie laserem. P4.0 musi zapewnić im jedynie dane procesowe — tłumaczy.

REWOLUCJA NIE DLA KAŻDEGO…

Nie każdy może pozwolić sobie na zmiany oparte na czwartej rewolucji przemysłowej. Nie wszyscy powinni i nie wszyscy tego potrzebują. Specyfiką Przemysłu 4.0 jest jego bardzo konkretne przeznaczenie. Masowa produkcja jednego produktu nie wymaga tak zaawansowanych rozwiązań — Industry 4.0 to droga dla linii produkcyjnych, które muszą często zmieniać wymiary, rodzaje i przeznaczenie wytwarzanych towarów. Industry 4.0 należy rozpatrywać jako inwestycję. Ma ona sens jedynie przy wysokich nakładach finansowych na rozwój, modernizację parku maszynowego i edukację personelu. Jako opłacalne przedsięwzięcie może być planowane jedynie przez największe firmy na rynku.

…ALE KAŻDY NA NIEJ ZYSKA

Rewolucja Przemysłu 4.0 dotknie jednak wszystkich bez wyjątku. Nawet firmy na co dzień niekorzystające z jej rozwiązań będą miały styczność z produktami, których proces wytwórczy wymagał wdrożenia czwartej rewolucji przemysłowej. Mimo że Przemysł 4.0 nigdy nie będzie do końca powszechny, to każda branża będzie po części wsparta jego dokonaniami. Czwarta rewolucja wpływa również na ceny i wytrzymałość produktów — czyli najważniejsze z punktu widzenia konsumentów cechy. To także szansa dla pracowników na zyskanie nowych kompetencji i znalezienie bardziej odpowiedniego stanowiska. Czwarta rewolucja przemysłowa jest szansą na bardziej wydajną i neutralną dla środowiska produkcję, oszczędności czasowe i materiałowe. 

Wciąż trwają prace nad budową idealnego systemu korzystania z dobrodziejstw zmian tych dwóch dekad. I mylą się ci, którzy wieszczą utratę znaczenia ludzkiej pracy — po dwóch dekadach raczej umocniła ona swoją pozycję. I choć zmienia się jej charakter, to zapewne jeszcze długo żadna rewolucja nie zakończy tej dominacji.