Rozmowa z Krystyną Baran, Prezesem Zarządu Firmy WIŚNIOWSKI.

 

2_Podatki-płacimy-w-milionach_Edytowany

Analitycy firmy doradczej Euler Hermes alarmują w swoim raporcie z początku tego roku, że branża budowlana przeżywa rekordowe problemy z płynnością finansową i niewypłacalnością przedsiębiorstw. Co gorsza, kłopoty koncentrują się głównie wśród firm z Małopolski. Obserwuje pani takie niepokojące zjawisko w branży budowlanej?

Trudno mi się odnosić do suchej statystyki, ale mogę się odnieść do spraw, których osobiście na co dzień dotykam. Zacznę od tego, że ponad 25 lat temu główną naszą bolączką w działalności były opóźnienia w płatnościach, problemy finansowe firm budowlanych i ich upadłości. I do dzisiaj nic się pod tym względem nie zmieniło. Oczywiście po roku 1989 obudziliśmy się w innej rzeczywistości gospodarczej, powstawało mnóstwo firm, z których wiele jest dzisiaj potentatami, ale mnóstwo upadło. Dlaczego? Pewnie głównie dlatego, że ludzie nie mieli wiedzy potrzebnej w zarządzaniu, brakowało doświadczenia albo zwyczajnie za mocno szarżowali w rodzącym się biznesie. I dzisiaj jest identycznie. Owszem, młodzi ludzie często powtarzają, że teraz dużo trudniej jest założyć biznes, bo paleta pomysłów mocno się ograniczyła i niemal wszystkie już ktoś realizuje. Ale to nieprawda, bo przecież młodzi ciągle zakładają firmy i one jakoś sobie radzą, oczywiście – jak to w grze rynkowej – z różnym skutkiem. Mam wrażenie, że popełniamy jakiś zasadniczy błąd na etapie uczenia biznesu. Powiem może rzecz banalną, ale wydaje mi się, że ważną. Ludzie, o których dzisiaj mówimy, że osiągnęli sukces w biznesie, już w czasach głębokiej komuny zdobywali doświadczenie jako drobni przedsiębiorcy. To była najlepsza szkoła ekonomii i mechanizmów konkurencyjnego rynku, bez chodzenia na skróty.

Dzisiejsze problemy branży budowlanej biorą się z chodzenia na skróty?

Tak drastycznie nie stawiałabym sprawy. Trzeba znać specyfikę branży. W budownictwie spirala płatności i wzajemnych zależności jest szczególnie odczuwalna. I kiedy jeden zaczyna mieć kłopoty – np. dlatego, że działa nieuczciwie – to pociąga za sobą kolejnych, u których pojawiają się problemy, bo ktoś wobec nich również nie uregulował należności. Przykłady mamy dosłownie na wyciągnięcie ręki, choć nazwami nie będę operowała. Osobny rozdział stanowią banki. Owszem, wiele z nich ustawia się w kolejce do dużych klientów, wręcz walczą o tych, których chcieliby mieć w swoim portfelu i szczycić się nimi. Ale już tam, gdzie w grę wchodzi choćby niewielkie tylko ryzyko, to w najlepszym przypadku dają zaporowe oprocentowanie, a najczęściej wcale nie chcą kredytować takiej działalności. I ja to rozumiem, bo to jest biznes. Skoro jednak rozmawiamy o problemach z płynnością finansową w branży, to służę przykładami naszych kontrahentów, którym z miesiąca na miesiąc obniżono rating, ograniczając jednocześnie skalę kredytowania. I tu zaczynają się kłopoty, chociaż chyba już w gimnazjum uczą, że firmy najczęściej upadają nie z powodu strat, ale z powodu kłopotów z płynnością finansową.

Niezapłacone faktury?

Albo choćby tylko mocno przeterminowane. Zupełnie nie wiem, dlaczego rządzący nie pochylą się nad tym powszechnym problemem. Jeśli ja sprzedaję towar na długi termin płatności – 60, 90, a nierzadko 180 dni – to moi odbiorcy, owszem, zapłacą mi, ale ja VAT muszę odprowadzić od razu, w kolejnym miesiącu. Mało tego – jeśli któryś z odbiorców ogłosi upadłość, to odprowadzony już VAT nie jest dla nas nawet kosztem. I to jest – mówiąc delikatnie – świństwo. Bo skoro ktoś sobie odliczył podatek, a może nawet urząd skarbowy mu go zwrócił, a my solidnie odprowadziliśmy należny VAT i nie możemy zaliczyć go do kosztów, to trudno nazwać to tylko nieuczciwością.

To główne przyczyny kłopotów branży budowlanej?

Według mnie, jest jeszcze jeden powód i powiem o nim, nawet jeśli ktoś miałby się obrazić. Niemała część osób prowadzących działalność gospodarczą, które nagle poczują jakiś pieniądz na koncie, myli ze szczęścia przychód z dochodem. A to dwie różne sprawy i chyba nawet uczą o tym w szkole na pierwszej lekcji przedsiębiorczości.

Mówi pani o czasach współczesnych czy o raczkującym wolnym rynku sprzed lat 25, kiedy szybkie sukcesy finansowe odbierały ludziom rozsądek?

Zdecydowanie o tym, co dzieje się obecnie. 25 lat temu nie było tylu przypadków, kiedy ktoś błyskawicznie buduje dom, kupuje bardzo drogi samochód, bo na koncie pojawiły się pieniądze. Ale to przecież nie są jego pieniądze. Dla mnie niepojęte jest, że właściciel firmy, która ma u nas zaległości płatnicze, nie ma żadnych hamulców w prywatnych wydatkach.

Mniejsi przedsiębiorcy żyją na kredyt dużych?

Ale przecież to nawet nie jest życie na kredyt, tylko za cudze pieniądze. Widzę w tym zasadniczą różnicę – obracać pieniędzmi pożyczonymi z banku albo pieniędzmi, których się nie zapłaciło kontrahentowi.

Kłopoty pojawiają się na masową skalę, jak w przywołanym raporcie, bo szarżujemy za pieniądze kontrahenta, nie dbając o bliższe i dalsze konsekwencje takiego działania?

Śmiem twierdzić, że to jedna z ważniejszych przyczyn. Wiele nowo powstałych podmiotów gospodarczych kupuje grunt albo nieruchomość – bo trafiła się okazja – za nieswoje pieniądze, zakładając, że jutro w ich biznesie będzie tak samo dobrze albo jeszcze lepiej niż dzisiaj. Tymczasem stare żydowskie powiedzenie uczy, że zawsze tak nie będzie.

W tak dużej firmie, jaką pani zarządza, często trzeba myśleć o takich problemach?

– Codziennie. Przynajmniej ja myślę o tym każdego dnia. Chłodne planowanie jest podstawą, trzymanie się założonego budżetu to abecadło, o którym nie warto nawet wspominać. Kilkanaście lat temu bałam się, że przeinwestujemy jako firma, ale bałam się niepotrzebnie, bo inwestycje były kluczem do sukcesu Andrzeja Wiśniowskiego. Moją rolą jest chłodna kontrola dyscypliny finansowej, bo – wyobraźmy sobie – że grupa kilku naszych najważniejszych dystrybutorów nagle popada w drastyczne kłopoty, np. z powodu zmiany przepisów… Może nas to nie zabije, ale poważnie nas osłabi, a my musimy działać tak, żeby przeżyć, żeby się rozwijać, ale przede wszystkim, żeby skutecznie konkurować na rynkach światowych. A trzeba pamiętać, że nasza konkurencja – w przeciwieństwie do nas – może liczyć na wsparcie swoich rządów. Dodatkowo utrudnieniem prowadzenia działalności gospodarczej są przepisy wprowadzane w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. Podam tylko jeden najprostszy przykład. Nasi kierowcy muszą jeździć po Europie z odcinkami listy płac w języku francuskim, włoskim i niemieckim – świat oszalał!

Polskie przepisy nie sprzyjają prowadzeniu przedsiębiorstwa?

Niedawno czytałam w „Rzeczpospolitej”, że urząd skarbowy będzie wydawał jakieś decyzje, a izba skarbowa będzie je mogła uchylić albo podtrzymać, ale wysokość premii urzędników będzie zależała od podtrzymania wcześniejszej decyzji. Przepraszam, ale muszę zapytać – nie uderzą te przepisy w przedsiębiorców? Albo kwestia odwróconego VAT-u. Telefony grzały się u nas do czerwoności, bo dzwonili nasi kontrahenci, którzy od wielu lat prowadzą działalność gospodarczą, i pytali, jak my interpretujemy ten przepis. Boże zachowaj nas od takich ustaw, które każdy może interpretować po swojemu. Przedsiębiorcy muszą sobie jakoś radzić, ale czy słyszał ktoś, by urzędnik kiedykolwiek poniósł konsekwencje złej decyzji?

Zły urzędnik, dobry przedsiębiorca?

Nic podobnego! Mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością i z perspektywy lat – nasze urzędy przeszły rewolucję w stosunku do tego, co było jakiś czas temu. Szczególnie ZUS, który bardzo życzliwie podchodzi do naszych potrzeb. Urzędnicy jakiś czas temu zrozumieli najprostszą rzecz: to nie los przedsiębiorców zależy od nich, tylko urzędnicy mogą funkcjonować dlatego, że przedsiębiorcy prowadzą swoją działalność. Urzędnik coraz bardziej staje się partnerem dla przedsiębiorcy. Nie przychodzi na kontrolę tylko po to, żeby znaleźć uchybienie, ale po to, by wskazać, co należy poprawić. Oczywiście, jeśli błąd będzie się powtarzał kilka razy, to musi ukarać. I to jest podejście, jakie dotychczas znałam głównie z opowiadań ludzi prowadzących księgowość np. w Irlandii.

Wielokrotnie wypowiadała się pani o problemach pracujących kobiet i spraw socjalnych. Jest pani entuzjastką programu 500+?

Trochę żartem, ale mówiliśmy tu kiedyś, że skoro dzięki temu programowi rośnie dobrobyt polskich rodzin, to przyjdzie taki moment, kiedy z tych pieniędzy ludzie zaczną kupować również bramy automatyczne. A poważniej – obserwuję rodziny, którym 500+ znacząco reperuje domowe budżety. Otwarte pozostaje pytanie, na ile to obciążenie budżetu państwa zabije płynność finansów kraju. Nie można przecież wydawać więcej, niż się ma. Nie rozumiem jednak, po co była aż taka ustawa, kiedy wystarczyło przemodelować ustawę o zasiłkach rodzinnych, a pieniądze i tak trafiałyby do tych, którzy ich najbardziej potrzebują. Oczywiście nie byłoby wówczas tego efektu marketingowego, na który liczył ustawodawca.

A kiedy usłyszała pani pierwszy raz o programie 500+, to pomyślała pani: „będzie duży kłopot”?

Nie pomyślałam tak. Być może jestem naiwna, a może to tylko mój wrodzony optymizm, ale jestem głęboko przekonana, że na wiele rzeczy wystarczyłoby pieniędzy w budżecie, gdyby uszczelniono system podatkowy. Właśnie ogłoszono, że do publicznej wiadomości zostanie podana wysokość podatków, jakie płacą największe polskie spółki. A ja pytam: co to za tajemnica? Już jakiś czas temu na zebraniu kadry zarządzającej firmą powiedziałam oficjalnie, ile – jako Grupa WIŚNIOWSKI – zapłaciliśmy podatku w 2016 r. Czyli zrobiliśmy już to, co rząd dopiero zapowiada. No to teraz ja mam do pana pytanie: ile w 2016 nasza firma zapłaciła podatku?

Podatek może przybierać formę różnych należności…

Mam na myśli wszelkie formy: VAT, ZUS, cło, PFRON, podatki od nieruchomości do jednostek administracji itd. Dodam, że pytam wyłącznie o podatek, który fizycznie w formie przelewu wypłynął z naszego konta.

Skoro mam na odpowiedź pół minuty, to licząc w sposób najprostszy i zakładając, że firma notuje rocznie ok. 600 mln zł przychodu – powiedziałbym, że podatków zapłaciliście ok. 100 mln zł.

Blisko. Otóż w 2016 zapłaciliśmy do budżetu państwa ponad 82 mln zł różnego rodzaju podatków, ale w tym roku będzie to właśnie ok. 100 mln. Powtarzam – mówimy o czystej gotówce, którą odprowadziliśmy do różnych urzędów.

Czyli blisko 7 mln zł podatków miesięcznie. Zadajmy teraz szybkie pytanie wyszukiwarce internetowej: co za to można utrzymać?

I co Panu wychodzi?

Pewnie trzeba byłoby bardziej szczegółowo policzyć, ale np. roczny budżet Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej to 13 mln zł…

No dobrze, nie przeliczajmy, co można za takie pieniądze utrzymać, bo nam się w głowie zakręci. Samego PFRON-u płacimy miesięcznie ponad 90 tys. zł, mimo że zatrudniamy osoby niepełnosprawne.

To jeszcze proszę powiedzieć, jak duża będzie firma WIŚNIOWSKI za dwa lata, bo nawet tylko obserwując z głównej drogi skalę rozbudowy, można odnieść wrażenie, że przedsiębiorstwo niebawem powiększy się dwukrotnie.

Bo tak będzie. W tej chwili dysponujemy dwiema dużymi halami, a wznoszone są kolejne dwie, więc w największym uproszczeniu firma powiększy się dwukrotnie. Do tego dojdzie nowy, funkcjonalny biurowiec.

A co się stanie z biurowcem, w którym właśnie rozmawiamy?

Pomysłów na jego wykorzystanie mamy więcej niż możliwości, ale dopóki się to nie stanie – proszę wybaczyć – zachowamy te pomysły dla siebie.

Co się będzie działo w nowych halach?

Chcemy poszerzyć skalę dotychczasowej działalności: bramy garażowe, systemy ogrodzeniowe. Dzisiaj cała nasza produkcja stolarki stalowo-aluminiowej musi się zmieścić na bardzo ograniczonej powierzchni i musimy to zmienić. Podobnie jest z magazynami, które nas dzisiaj trochę ograniczają.

Skala produkcji firmy radykalnie wzrośnie?

Tak. Może dla osób z zewnątrz firma jest już ogromna, ale np. bez uruchomienia nowej linii do malowania proszkowego o dużo większej przepustowości nie mogliśmy się rozwijać, bo ograniczenia produkcyjne powodowały, że z niektórych kontraktów musieliśmy świadomie rezygnować.

Czyli za dwa lata produkcja firmy WIŚNIOWSKI będzie dwa razy większa? Rewolucja?

Dlaczego rewolucja? Stopniowy, konsekwentny rozwój, efekt długofalowego planowania. Osiągnięcie miliarda złotych obrotu planowaliśmy w 2016–2017 r., ale nie udało się tego zrealizować, m.in. przez ograniczenia produkcyjne. Mówiąc najprościej: mamy co robić, żeby móc robić jeszcze więcej.

Firma WIŚNIOWSKI w Specjalnej Strefie Ekonomicznej

Spółka WIŚNIOWSKI, w ramach procesu rozwoju, poszukuje różnych możliwości realizacji założonych planów rozbudowy fabryki. W ubiegłym roku firma rozpoczęła starania o objęcie jej obszarem Specjalnej Strefy Ekonomicznej (SSE) prowadzonej przez Krakowski Park Technologiczny.
Specjalna Strefa Ekonomiczna to administracyjnie wyodrębniona część kraju, w której działalność gospodarcza może być prowadzona na specjalnych, preferencyjnych warunkach. Firmy działające w ramach SSE mogą m.in. otrzymać pomoc publiczną w formie zwolnień podatkowych.
Starania firmy WIŚNIOWSKI zakończyły się sukcesem i na podstawie Rozporządzenia Rady Ministrów RP, 7 sierpnia 2017 r. Krakowski Park Technologiczny wydał dla firmy WIŚNIOWSKI Sp. z o.o. SKA zezwolenie na prowadzenie działalności w Specjalnej Strefie Ekonomicznej.
W ramach tego przedsięwzięcia spółka WIŚNIOWSKI zainwestuje minimum 140 mln złotych w rozbudowę fabryki, a także w jej wyposażenie w nowe linie produkcyjne. Projektowane inwestycje mają zostać zakończone w grudniu 2019 r. Zrealizowanie inwestycji będzie się wiązało z utworzeniem co najmniej 80 nowych miejsc pracy.

Rozmawiał: Wojciech Molendowicz